Recenzja gry Killzone Shadow Fall

Recenzja gry Killzone Shadow Fall

1.01.2014, 10:48 0 Dodał Naczelnik w Recenzje gier

Po raz pierwszy mieliśmy okazję zobaczyć grę studia Guerilla Games podczas premierowego pokazu możliwości konsoli PlayStation 4 w lutym 2013 roku.

Wspaniała jak na tamte czasy oprawa graficzna budziła zachwyt i wszyscy podekscytowani gracze wyczekiwali co raz to nowych wiadomości o tej grze oraz pojawienia się samej konsoli w sklepach aby sprawdzić już samemu, czy tytuł rzeczywiście zasługuje na pochwały, czy jest tylko może dłuższym i bardziej wartościowym demkiem technologicznym dla nowej konsoli.

Za Killzone Shadow Fall jest odpowiedzialne studio Guerilla Games które należy do Sony i jest to tytuł na wyłączność dla konsoli PS4, na żadnej innej platformie tej gry nie zobaczymy nigdy. Holenderscy twórcy zasłynęli przede wszystkim z produkcji gier z serii Killzone które ukazały się na PS2, PS3 i konsole przenośne firmy Sony. Marka zdobyła sobie rzeszę fanów na całym świecie, więc producent konsoli postanowił, że kolejna jej odsłona ukaże się już na sprzęt następnej generacji, PS4. Nowy Killzone to gra z gatunku FPS czyli strzelanina z perspektywy pierwszej osoby i jest to tytuł startowy którego zakup jest możliwy w Europie już od 29 listopada tego roku.

 

Dwa światy, ci samy ludzie.

Fabuła w większości gier FPS jest traktowana trochę po macoszemu, wystarczy wspomnieć tegoroczne premiery w postaci Battlefield 4 czy COD: Ghosts aby przekonać się, że tryb dla pojedynczego gracza w tych grach to tylko krótki dodatek na otarcie łez i wspomnienie dawnych czasów. W Killzone Shadow Fall jest inaczej, ten tytuł oferuje grę w sieci ale jego główną siłą jest kampania dla pojedynczego gracza z którą przyjdzie nam się zmierzyć w samotności. Główną osią historii przedstawionej w grze jest walka pomiędzy dwiema nienawidzącymi się nacjami zmuszonymi zamieszkiwać tą samą planetę. Vektanie to naród składający się z dobrych i spokojnych obywateli, ceniących sobie porządek na ulicach oraz wolność w sercu których chroni wojsko na którego czele stoi dowódca Sinclair. Helghaści to z kolei na pierwszy rzut oka przeciwieństwo Vektan. Na ulicach ich części miasta panuje bród a wojsko pod czerwoną banderą patroluje każdą okolicę. Cywile są brudni, biedni i zastraszeni przez żołnierzy w budzących grozę maskach. Helgaści to naród który prawdopodobnie istnieje tylko po to aby żyć i zabijać swoich wrogów a przynajmniej tak postrzegają ich Vektanie oraz ich władze.

Wydarzenia w Killzone Shadow Fall rozgrywają się w 30 lat po tych z Killzone 3. Wtedy to doszło do masakry jednego miliarda Helgan z rąk Vektan które nazwano ziemiobójstwem. W ciągu nieokreślonego czasu pozostali przy życiu Helganie otrzymali miejsce do życia na planecie Vekta, dostali w prezencie czy zadośćuczynieniu jej połowę, którą mogli dowolnie zagospodarować. Akcja gry dzieje się w Vecta City, jest to wielkie megalopolis przedzielone na dwie części olbrzymim, budzącym respekt murem, oddzielającym dwie zwaśnione ze sobą nację. Było by naiwnością sądzić, że Helghaści puszczą w zapomnienie to co stało się na ich ojczystej planecie ale także i Vektanie nigdy przecież do końca nie zaufają dawnemu jak i obecnemu wrogowi.

Ty, Lucas Kellan, komandos oddziału cienia, stoisz na straży Vektańskiej części miasta, rozkazy wydaje ci Sinclair który jednocześnie traktuje cię jak własnego syna. W miarę rozwoju wydarzeń zostaniesz uwikłany w intrygę która prawdopodobnie cię przerośnie ale nigdy tak naprawdę nie stracisz wiary w siebie i swoje możliwości. Lucas na początku wydaje się tylko zwykłym szeregowcem wykonujących rozkazy swoich przełożonych ale po pewnym czasie zaczyna sam myśleć. Postać głównego bohatera nie jest tak mocno zarysowana jak w grach RPG co jest raczej oczywiste i znamienne dla gatunku FPS, jednak szkoda, że twórcy nie nadali jej trochę więcej życia, trochę głębszych dialogów i przemyśleń. Tak aby było można poczuć głównego bohatera, tego kim jest i o co walczy. Gracz nie jest w stanie w pełni się z nim zidentyfikować a szkoda. Co do reszty postaci występujących w grze to są one lepiej pokazane od Lucasa, z fabuły dowiemy się o co mniej więcej wszystkich głównym aktorom tej sztuki chodzi, więc tutaj nie będzie żadnego problemu aby odnaleźć się w tym świecie z perspektywy gracza.

Nowy Helghan jest rządzony przez apodyktycznego władcę który wdraża swoją wizję totalitaryzmu na połowie planety Vekta w dość prosty i skuteczny sposób, siłą i zastraszeniem. Zwykli ludzie wbrew temu co myślą o nich Vektanie, także są ludźmi. Istotami dążącymi do pokoju i zadowolenia z własnego życia, chcieliby być wolni. Tak naprawdę nie mają oni tutaj nic do powiedzenia, wszystkie karty, jak w każdym totalitarnym systemie rozdaje władza i wojsko. Nie dziwi więc to, że wśród tych jednostek czasem trafi się ktoś kto zostanie określony mianem terrorysty po drugiej stronie muru. Otwarty konflikt jest więc cały czas możliwy i dążą do tego tak naprawdę dwie zwaśnione ze sobą nacje nie mogące pogodzić się z faktem współistnienia na tej samej planecie.

Kellan jest samotnym strzelcem któremu w podróży towarzyszy głos Sinclaira zasiadającego w kwaterze głównej, są sytuacje gdy nasz dowódca spotyka się z nami na polu bitwy. Dochodzi też do akcji w których spotykamy na miejscu walki naszych kompanów z jednostki. W pewnym momencie poznajemy także inne osoby oraz głównych wrogów.

Głównym zadaniem naszego bohatera jest pilnowanie porządku a w pewnym momencie zaprzestanie już bardziej otwartego konfliktu pomiędzy Vektanami a Helghastami. Czy to mu się uda? Na te i inne pytania odnośnie historii opowiedzianej w Killzone Shadow Fall, znajdziecie odpowiedz gdy zagracie w ten tytuł sami.

 

Prawdziwy pokaz mocy konsoli PS4.

Inaczej nie mogę nazwać oprawy graficznej Killzone Shadow Fall jak prawdziwym pokazem mocy obliczeniowej układów zamkniętych w małym i prostokątnym pudełku z wygrawerowanym na przodzie napisem PS4. Gra wygląda świetnie, jest to najlepiej wyglądająca gra jaka kiedykolwiek powstała a już na pewno najbardziej widowiskowy FPS w który przyszło mi zagrać. Bardzo dobrze oceniany Bioshock Infiinite nie wytrzymuje ataku ze strony KSF, także Crysis 3 na tym polu przegrywa. Wielkie przestrzenie miasta Vekta City które rozciągają się aż po sam horyzont robią wrażenie. Grafika w tej grze jest dopięta na ostatnio guzik. Tekstury w wysokiej rozdzielczości są znakomicie wykonane, przez co cały świat jest miły dla oka i pełen szczegółów. Efekt wow nie byłby możliwy bez odpowiednio użytych efektów w postaci mgły, kurzu, deszczu, efektów cząsteczkowych, w mniejszej ilości fizyki wiatru ale to ze względu na to, że drzew w grze mamy jak na lekarstwo. Ważnym aspektem w każdej generacji sprzętu do grania jest symulacja światła. Wraz z nadejściem PS4 oraz odpowiednio dopracowanych silników gry oraz specjalnych silników odpowiedzialnych za grę świateł, są one na takim poziomie, że immersja w świat gry przychodzi nam zdecydowanie szybciej i łatwiej. Świat gry jest pełen detali, szczególnie Vektańska strona miasta poraża swoim wykonaniem, wielkie oszklone budynki, piękne niebo i blokowiska w tle. Niejako w opozycji stoi tutaj Helghańska strona która jest wykonana trochę mniej widowiskowo z racji swojego mrocznego klimatu ale i tak liczba detali użytych w poziomie w którym zjeżdżamy do kontenerowców jest godna podziwu. Guerilla Games jednak nie ustrzegła się od kilku w zasadzie nic nie znaczących błędów. W jednym miejscu mogłem przejść przez określony obiekt oraz na początku gry gdy przechodzimy obok automatu z napojami i stajemy na jego przeciw, to nie widzimy własnego odbicia, tego nie ma, co wydało mi się trochę dziwne. Zastanawiacie się pewnie jak radzi sobie APU konsoli PS4 z takim ogromem detali i efektów? Bardzo dobrze, podczas całej gry zauważyłem raptem kilka nic nie znaczących chrupnięć a tak stałą prędkość animacji mogę określi na poziomie 60 FPS lub zbliżonym, i wszystko to w natywnej rozdzielczości 1080p. Co więcej, mam takie odczucie, że konsola nawet się nie spociła przy tych obliczeniach co dobrze rokuje na przyszłość.

 

Muzyka jest i nie przeszkadza.

W Killzone Shadow Fall nie silono się na pompatyczną i epicką oprawę muzyczną rodem z wielkich Hollywoodzkich produkcji. Nie ma tutaj żadnego utworu który można zapamiętać, jedynie zlepek ambientowych kawałków które są bardzo dobrym tłem podczas tej kosmicznej odysei. Dźwięki wystrzałów, broni, latających dronów, walki, są okej. Teraz trochę na temat polskiego dubbingu, tragicznie nie było, spodziewałem się, że będzie gorzej, co nie znaczy oczywiście, że było dobrze, bo nie było, ale dubbing mnie zbytnio nie irytował i nie stanowił problemu w tym abym musiał go wyłączyć. Mimo wszystko firma PlayStation Polska musi się postarać na przyszłość aby lepiej dobierać głosy oraz lektorów ponieważ niekiedy brak im odpowiedniej do sytuacji ekspresji. Nie wiem, być może czytali to z kartki podczas prac nad innymi, ważniejszymi projektami.
Jest dużo odgłosów wydawanych przez Helghastów podczas walki, budują one klimat. Ciekawe i fajne jest to, że nasi wrogowie krzyczą adekwatnie do zaistniałej sytuacji, np. Gdy zburzymy tarczę energetyczną wroga to wykrzyknie on, że stracił tarczę i zmienia pozycję. Takie małe smaczki które dodają grze uroku. Trochę denerwujących aspektem są odczyty dzienników nagrywanych przez wrogów czy ludzi które słyszymy z głośnika naszego pada od konsoli. Nie zrozumcie mnie źle, to jest fajny patent tylko chodzi o to, że twórcy KSF poszli trochę za daleko i spotkacie się z taką sytuacją, że jeden z tych dzienników naprawdę was rozdrażni :)… Nie będę zdradzał szczegółów ale jest to zarazem śmieszne i denerwujące. Podczas napisów końcowych niektórzy z was zapewne poznają bardzo znany operowy kawałek.

 

Ta gra jest wykonana prawie bezbłędnie.

Na naszą przygodę składa się aż 10 rozdziałów których przejście na najtrudniejszym poziomie trudności zajęło mi około 14 godzin. Mniej więcej z dwie godziny musiałem poświęcić na ciągłą walkę z przeciwnikami ponieważ sporo razy ginąłem. Zatem czas gry jest naprawdę dobry jak na FPS’a, do króciutkich ona nie należy i chwała twórcom za to, że nie zbagatelizowali tego aspektu sprawy stawiając tylko na efekciarstwo. Killzone Shadow Fall to gra do bólu liniowa, nie mamy możliwości podjęcia jakichkolwiek decyzji niż te które zaplanowali dla nas jej twórcy. Cały czas poruszamy się po określonej linii w świecie który jest zamknięty i podzielony na rozdziały. Gra wygląda tak, że dostajemy misje, w każdym rozdziale jest ona inna ale schematycznie podobna i po prostu dążymy do jej wykonania, nie możemy przejść planszy nie wykonując głównego zadania. Jest kilka zadań pobocznych ale są one na tyle nieistotne, że nie należy sobie zawracać nimi głowy. W pewnym momencie gra może okazać się trochę nużąca ponieważ jest kilka poziomów nie zachwycających wykonaniem oraz swoją otwartością i mówiąc szczerze przechodzi się je bez większych emocji, jednak zaraz po nich wychodzimy na większą przestrzeń, która wygląda bardziej atrakcyjnie. Mniej więcej rodzaje plansz są równo rozłożone, nie jest tak, że większość jest nudna, jest po równo z przewagą tych bardziej ekscytujących, końcówkę gra się już fajnie w oczekiwaniu na to co się wydarzy…

Jako komandos mamy do dyspozycji nóż którym możemy zabijać przeciwników z bliskiej odległości, pistolet, standardowy karabin energetyczny z możliwością wysunięcia lufy i oddaniem strzału na odległość oraz granaty. Dodatkowo możemy podnieść broń zabitego wroga a tych jest już tutaj więcej do wyboru. Niestety nie można nosić większej ilości broni palnej jak dwie plus granaty i nóż. Z początku mnie to irytowało ale szybko się do tego rozwiązania przyzwyczaiłem zważywszy na to, że na wyposażeniu mamy jeszcze drona bojowego.

Dron jest naszym dobrym kompanem który ma cztery tryby pracy. Pierwszy to atakowanie wroga umieszczony na sobie karabinkiem, drugi to ogłuszanie wroga impulsem elektrycznym, tą opcją likwidujemy także bariery energetyczne przeciwnika, trzeci to tarcza energetyczna która nas chroni oraz czwarty to linka dzięki której przemieszczamy się pomiędzy większymi odległościami, skałami czy platformami. Z powodu natłoku przeciwników, najczęściej korzystałem z opcji ataku oraz impulsu elektrycznego. Dron ma też możliwość uzdrawiania jeżeli mamy na wyposażeniu apteczkę, niekiedy ta opcja się przydaje ale można z niej nie korzystać, wtedy się niestety umiera. Nasz latający kompan jest nieśmiertelny, po tym jak zostanie zestrzelony, wraca do nas i się regeneruje, po czym można go powtórnie wykorzystać. Oprócz broni możemy nieść ze sobą dwie apteczki, mamy możliwość skanowania terenu które powiem szczerze bardzo się przydaje, podświetla ono wroga na żółto, widać przez ściany. Gdy użyjemy skanowania do górnej granicy, możemy zostać wykryci, należy więc na to uważać. Większość z broni ma ponadto dwa tryby ataku które aktywujemy wciskając krzyżaka w dół, np. Karabin wroga który ma dwa tryby strzału, pierwszy to normalny ogień, drugi granatnik. Krzyżak w górę to nasze aktualne zadania do wykonania.

Sztuczna inteligencja przeciwników pozostawia wiele do życzenia, wraz z nadejściem nowej ery konsol powinni oni w końcu zacząć myśleć czego niestety w KSF nie robią zbyt często. Na porządku dziennym są takie sytuacje jak chowanie się w szybie wentylacyjnym po ogłoszeniu alarmu podczas gdy przeciwnicy sobie po prostu spacerują, nie rzucają do środka granatów, nie próbują tam wejść. Albo coś takiego jak wyczekiwanie przez nich na to co się stanie, gdy ja jako główny bohater strzelam w kierunku wroga to inni czekają choć mogli by mnie okrążyć i zabić. Ich zachowanie zależy też od ustawienia elementów na planszy ale ogólnie prosto ich pokonać, wystarczy chować się, strzelać i używać drona. Większy problem jest z robotami naziemnymi i latającymi. Podczas wykonywania misji możemy spotkać kilka typów przeciwników, od normalnych żołnierzy po komandosów wyposażonych w kombinezony z bariery ochronnej, oni chyba sprawiają najwięcej problemów ponieważ trzeba ich najpierw pozbyć tej bariery przy pomocy drona. Są momenty kiedy Helghanie cię dopadną ale dotyczą one sytuacji na otwartym terenie w który nie ma za bardzo się gdzie schować. Niestety w grze praktycznie nie ma bossów z którymi moglibyśmy nawiązać atrakcyjną i efektowną walkę. Na najtrudniejszym poziomie trudności miałem kilka poważnych problemów z niektórymi miejscami w rozdziale ale ostatecznie twierdzę, że gra do trudnych nie należy.

W grze znalazł się jeden, bardzo denerwujący błąd, chodzi o system zapisywania stanu gry. Save jest zapisywany na początku rozdziału oraz w kilku miejscach na mapie ale nieraz dochodzi do takiej sytuacji, że tak naprawdę nie wiemy kiedy stan gry się zapisał, wyłączamy konsolę, wchodzimy ponownie w grę i zaczynamy o wiele wcześniej niż skończyliśmy. Jestem zwolennikiem manualnego zapisywania gry w każdym momencie, tutaj system zapisu się średnio sprawdza, potrafi zdenerwować.

Jak wygląda sterowanie w grze przy pomocy kontrolera Dualshock 4? Świetnie, nie spodziewałem się pochwalę granie na padzie w FPSy ale na to wygląda, że po wielu latach grania w ten gatunek gier na PC przy pomocy myszki i klawiatury nie miałem żadnego problemu z szybkim przystosowaniem się do gry na padzie. Wszystko jest doskonale ustawione i gra się naprawdę dobrze. Komputerowi graczy, nie ma naprawdę co narzekać na to, że konsolę nie posiadają obsługi myszki i klawiatury w grach. Analogowe gałki odpowiadają za ruch w przód, tył, na boki oraz rozglądanie się i celowanie. Triggery spisują się świetnie, to już nie ten szajs co w Dualshock 3 gdzie palec ciągle spadał. Dotykowy panel jest wykorzystany do ustawiania bojowego drona. Nic dodać nic ująć, Sony nie kłamało mówiąc, że ten pad nadaje się świetnie do FPSów, to prawda.

Killzone Shadow Fall to nie tylko gra dla pojedynczego gracza to także świetny tryb multiplayer który pozwala na rozwałkę 24 osób jednocześnie na ekranie. Podczas gry w sieci mamy dostępnych wiele trybów, powiem szczerze, że nie grałem długo po sieci ale walka odbywa się podobnie jak w trybie single. Miałem natomiast problem ze stworzeniem swojej strefy wojny, być może dlatego, że nie poczekałem odpowiednio długo. Tryb Multiplayer działa w 1080p i 60 FPS i jest doskonałym dodatkiem do tej gry oraz jej przedłużeniem. Aby pograć w sieci należy mieć wykupiony abonament PlayStation Plus. Twórcy gry oferują dwa dni darmowego abonamentu na sprawdzenie tego trybu rozgrywki

 

Nowa generacja ale tak naprawdę nic nowego.

Killzone Shadow Fall nie jest dziełem wybitnym jeżeli chodzi samą formułę rozgrywki, jest to klasyczny FPS których na rynku było wiele i w zasadzie nic się tutaj nie zmieniło od wielu lat. Mamy historię, wrogów, walka opiera się na znanym nam schemacie, idź prostu i zabij, jak już zabijesz to możesz się cieszyć bo ukończyłeś grę. Oprócz grafiki nie ma w tej grze nic nowego co by mnie zaskoczyło, stara formuła w nowej oprawie.

Jest kilka fajnych momentów ale są też i skazy.

Najlepsze momenty w grze to te których rozmach nas poraża, te w których widzimy i możemy podziwiać piękną grafikę, duże przestrzenie, lśniące i oszklone budynki, wybuchy, wartką akcję. Najładniejszych momentem dla mnie jest lot przez miasto które znamy już z wcześniejszych trailerów. Są też piękne sceny gdy lewitujemy nad planetą, chmury wyglądają fenomenalnie. Niezbyt podobały mi się rozdziały w których cała akcja została zamknięta w korytarzach opuszczonej stacji, czy helghańskich blokowisk. Przypominało mi to trochę poruszanie się po świecie znanym z gry Doom 3. Trochę nudne doświadczenie ale jako odskocznia można je przełknąć.

 

Bardzo dobry tytuł startowy.

Podsumowując tę recenzję zdaję sobie sprawę z tego, że Killzone Shadow Fall jest różnie oceniany na świecie, od gry która jest zła po budzącą prawie zachwyt. Ja powiem tak, że z czystym sumieniem mogę tę grę polecić każdemu posiadaczowi PS4, co więcej, każdy posiadacz PS4 musi w nią zagrać ze względu na to aby się przekonać jak wygląda bajeczna grafika którą będziemy spotykali w grach coraz częściej. Killzone Shadow Fall to świetna rozrywka, pomimo kilku nużących rozdziałów, trochę bezpłciowego bohatera głównego ale w pewnym momencie wkręciłem się w tą dojrzałą fabułę i wyczekiwałem co się stanie. W tym roku grałem już w kilka shooterów, w tym w FPSa roku jakim jest Bioshock Infinite i powiem jedno, strzelaniną roku FPS 2013 jest Killzone Shadow Fall, ze względu na oprawę graficzną, fabułę oraz dobrą grywalność. Nie jest to długie technologiczne demo, to fajna i bardzo dobra gra w którą należy zagrać.